poniedziałek, 26 stycznia 2015

Załatwianie Spraw

Jednym z motywatorów do wyjazdu była myśl, że to mnie zmusi do uporządkowania różnych spraw, do których się zmusić nie mogłam bardzo długo. Rzeczywiście, działa. Nie żeby mi to szło jakoś błyskawicznie, ale powoli do przodu:
- kupiłam laptopa, bo przecież bez własnego komputera nie ma dla mnie życia, a stacjonarnego do samolotu nie zabiorę;
- odblokowałam długo nieużywane konto w banku, bo dobrze jest mieć drugą kartę i zapasowe źródło pieniędzy;
- założyłam rachunek walutowy na wynagrodzenia;
- znalazłam i reaktywowałam stary telefon, żeby mieć na wszelki wypadek i do łączności z moim stałym numerem;
- dostałam od M. powerbank o potężnej mocy, bo gdy mi na obczyźnie padnie telefon z mapą i GPS-em, to gotowam zaginąć na amen;
- zrobiłam różne badania lekarskie, które miałam zrobić, i poumawiałam się na wizyty, w tym do dentysty; w Niemczech będę miała opiekę lekarską, ale lepiej wiedzieć zawczasu, z czym tam jadę;
- byłam u fryzjera, ścięłam włosy i dodałam im koloru, fryzjer jest genialny, w dwóch słowach zrozumiał, o co mi chodzi, więc jestem zadowolona z nowego wyglądu, co mam nadzieję podniesie moją pewność siebie;
- odebrałam login do Zintegrowanego Informatora Pacjenta w NFZ i nie dowiedziałam się niczego wstrząsającego;
-  kupiłam dla kotów wielki worek żwirku i drugi wielki worek chrupek, powinno wystarczyć na jakieś dwa miesiące;
- zrobiłam segregację ubrań, wyodrębniłam wielką stertę do pozbycia się, zniszczone wyrzucam, niezniszczone rozdaję znajomym - jest to jedna z trudniejszych akcji, bo jestem świetna w gromadzeniu przedmiotów, a w pozbywaniu się ich już nie;
- pooddawałam pożyczone książki (przynajmniej te, o których pamiętałam, że są pożyczone - jeśli coś komuś zalegam, proszę się zgłaszać!), kilka rozdałam i sprzedałam, część wywiozłam na przechowanie do rodziców, część zostanie tutaj i poczeka; chciałabym w możliwie dużym stopniu przejść na e-booki, kocham książki, ale zajmują dużo miejsca i są okropnie kłopotliwe w transporcie.

Do załatwienia: oddać książki do biblioteki (przypominam sobie o tym co kilka tygodni, po czym radośnie znów zapominam), zebrać wszystkie potrzebne dokumenty, posprzątać mieszkanie. Pewnie coś jeszcze, o czym teraz nie pamiętam. Rozważam kwestię roweru, czy lepiej znaleźć przewoźnika, który mi zawiezie do Niemiec mój rower (są tacy, guglałam), czy może lepiej kupić na miejscu jakąś używkę - ale potem będę musiała się go pozbyć, sprzedać albo co, a jak wspomniałam - pozbywanie się to nie jest coś, co robię najlepiej; oraz chciałabym taki rower, na którym nie tylko da się pojechać do pracy i sklepu, ale także wykręcić 40-kilometrową wycieczkę po okolicy. I owszem, przegląd miejscowego eBaya pozwala takie znaleźć, ale ich ceny zaczynają się od 200 euro, a to już jakby trochę sporo.

Po stronie niemieckiej wszystkie ważne ustalenia zostały poczynione, czeka na mnie mieszkanie, a w poniedziałek za tydzień mam iść pierwszy raz do nowej pracy. Poniekąd sytuacja więcej niż komfortowa, a i tak źle sypiam z przejęcia i starannie nie myślę o tym, że przez nie wiadomo jak długi czas nie będę zasypiała z towarzyszeniem układającego się na kołdrze kota. Na szczęście niedaleko mojego nowego miejsca mieszka koleżanka ze swoimi kotami, może od czasu do czasu pozwoli mi je wykorzystać celem zaspokojenia podstawowych potrzeb ;)